Każdy człowiek prędzej czy później, uświadamia sobie, że życie
przerasta kabaret. Ja doznałem olśnienia dzisiaj, podczas oglądania
wieczornych wiadomości. Może moje doznania spotęgowane były pogodą
za oknem, zmęczeniem czy przykrą wizją nocnej pracy z książkami,
ale wiem jedno - codzienne wydarzenia mogą rozśmieszyć do łez i
przyzwyczaić do największej głupoty.
Czemu? Wystarczy posłuchać programu prowadzonego przez Panią
Olejnik, w którym Andrzej Lepper grał dzisiaj główna rolę.
Wicepremier twierdzi, że nie spotkał się z Donaldem Tuskiem (pomimo
świadka, który ma "troszkę" inne zdanie), ale nawet gdyby się
spotkał to przecież nic wielkiego się nie stało (?). Przewodniczący
Samoobrony mówił także o zwiększeniu polskiego kontyngentu o 42-46
żołnierzy... Talibowie do teraz turlają się po ziemi ze
śmiechu.
Kolejne informacje przedstawiają nam szkoły dla "trudnej młodzieży"
prowadzone przez... emerytowanych żołnierzy z Iraku i Afganistanu.
Tak, jest to pomysł Pana Romana Giertycha. Nie będę tego pomysłu
komentował, ale wizja wybuchających mostów i samochodów na
zajęciach wychowania fizycznego wydaje się być jak najbardziej
realna.
Genialna jest także wypowiedź premiera Węgier, który mówi, że jego
rząd "spiepszył" wszystko i oszukiwał wyborców. Cóż... rozbrajająca
szczerość.
News o lekarzu, który pomylił język z "siusiakiem" także jest
ciekawy. Stopniem absurdu nie ustępują mu także newsy o
konieczności noszenia żółtych sznurówek w jednej z łódzkich szkół
(rozbrajające wypowiedzi uczniów...) i pani prokurator, która
ukradła parę majtek.
Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.